Pseudo-recovery to termin popularny wśród osób wychodzących z zaburzeń odżywiania różnego typu. Nie jest jednak terminem oficjalnym ani tym bardziej medycznym. Chociaż w ogólnym ujęciu da się go zdefiniować, u każdej osoby może manifestować się w inny sposób. Czym jednak w ogóle jest pseudo-recovery? Jak rozpoznać je u siebie lub bliskiej osoby? Jak z niego wyjść lub jak nie utknąć w pseudo-recovery podczas wychodzenia z zaburzeń odżywiania? O tym dziś!
Uwaga wstępna: termin pseudo-recovery można spotkać również w zapisie pseudo recovery i pseudorecovery. Dla wygody i porządku w publikacji zdecydowałam się na pierwszą opcję.
Czym jest pseudo-recovery?
Pseudo-recovery (inaczej: quasi-recovery) oznacza bycie w ED recovery, ale nie na sto procent. Angażowanie się w działania na rzecz wyjścia z zaburzeń odżywiania, lecz umiarkowanie lub mało, z całą pewnością niewystarczająco, przy pozostawieniu sobie części zaburzonych schematów myślenia lub zachowania.
Quasi-recovery może być naturalnym elementem prawidłowego ED recovery. Nie oznacza to, że wystąpi u każdej osoby leczącej się z zaburzeń odżywiania – nie jest niezbędnym ani oczekiwanym etapem. Jeżeli się pojawi, warto myśleć o nim jako o jednym z wielu wyzwań do pokonania, nie zaś końcu świata, a tym bardziej sygnale do wznowienia dawnych restrykcji. Doświadczenie quasi-recovery nie świadczy o wartości człowieka ani nie stanowi dowodu, że dana osoba jest skazana na zaburzenia odżywiania, ponieważ czuje, że nie poradziła sobie z recovery.
Pseudo-recovery może wystąpić u osoby, która:
- była we właściwym ED recovery, ale zaprzestała starań i utknęła w martwym punkcie,
- była w dobrze rokującym recovery, ale w pewnym momencie jej zachowania zmieniły się na niewłaściwe i tym sposobem wylądowała w pseudo-recovery,
- nigdy nie była w prawidłowym recovery i od początku prowadziła quasi-recovery, licząc na wypracowanie pewnych korzystnych efektów (zdrowotnych, społecznych, innych) bez poświęcania tego, czego poświęcać nie chce, np. poczucia kontroli lub bezpieczeństwa, akceptowanej masy ciała bądź zawartości tkanki tłuszczowej.
Muszę jasno zaznaczyć, że chociaż pseudo-recovery ma w nazwie „recovery”, w rzeczywistości nie jest prawidłowym elementem wychodzenia z zaburzeń odżywiania, tylko symptomem choroby, która powstrzymuje człowieka przed zaangażowaniem się w pełni i odważnym podchodzeniem do realizacji zadań. Jak wyjaśniłam, quasi-recovery może być naturalnym etapem długofalowego procesu recovery, ponieważ wychodzenie z zaburzeń odżywiania może wiązać się z krokami w przód, tył i bok, wzlotami i upadkami. Jednakże pseudo-recovery samo w sobie nie jest niczym pożądanym ani korzystnym, w przeciwieństwie do chociażby głodu ekstremalnego.

Po czym rozpoznać pseudo-recovery (quasi-recovery)?
Bycie w quasi-recovery charakteryzuje się symptomami takimi jak:
➤ planowanie zostawienia sobie pewnych schematów myślenia lub zachowania, np. godzenie się na: jedzenie więcej, ale bez przekraczania x kalorii, przytycie, ale nie więcej niż x kg, dodanie grup produktów x i y, ale nie z. Planowanie zostawienia sobie starych, zaburzonych przekonań i praktyk może mieć miejsce od jakiegoś czasu (chory zaczynał recovery z celem dania z siebie wszystkiego, ale zmienił zdanie) bądź od początku (chory nigdy nie zamierzał w całości poświęcić się recovery; albo ma nadzieję, że uda mu się wyjść z zaburzeń odżywiania pomimo zostawienia sobie części zaburzonych zachowań, albo poszedł na kompromis z zaburzeniami odżywiania i uznał, że interesuje go osiągnięcie tylko pewnych celów, ale nie innych, czyli nie wyzdrowienie),
➤ brak podejmowania walki z niektórymi aspektami zaburzeń odżywiania. Jest to punkt zbliżony do powyższego, choć wychodzi z innego podejścia – planowanie zostawienia sobie pewnych schematów (np. chory nie zamierza przestać ćwiczyć) to forma aktywna, a zaniechanie odejścia od pewnych schematów (np. chory nie próbuje zmniejszać liczby treningów ani w ogóle nie chce o tym myśleć, aby udawać, że ten problem nie istnieje) to forma bierna. Bądź co bądź obie formy mają ten sam skutek, czyli dana osoba wybiera (aktywnie lub biernie) pewne elementy zaburzeń odżywiania, których chce się pozbyć, inne zaś zostawia. Warto pamiętać, że ED recovery wymaga zakwestionowania wszystkich przekonań i zachowań, nawet tych, które wydają się nie mieć związku z zaburzeniami odżywiania lub nie być szkodliwe. Po wyleczeniu się można wrócić do wszystkiego, co się kocha, jednakże aby dotrzeć do linii mety, konieczne jest przetestowanie swoich myśli i zwyczajów, by wyłuskać te, które karmią zaburzenia odżywiania,
➤ próba kontrolowania procesu recovery, co przejawia się np. poprzez zachowania mające na celu przytycie co najwyżej do maksymalnej akceptowanej wagi (potajemne restrykcje żywieniowe, zwiększanie aktywności fizycznej, przeczyszczanie się), liczenie, ważenie i analizowanie wszystkiego (np. ocenianie, ile kalorii mogło mieć śniadanie, i na tej podstawie pozwalanie sobie bądź nie na deser), wyznaczanie sztywnych ram dla etapów recovery (np. w tym miesiącu mogę jeść x kalorii i przytyć x kg, ale nie więcej),
➤ ukrywanie pewnych przekonań lub zachowań związanych z zaburzeniami odżywiania albo wręcz kłamanie na ich temat. Najczęściej dotyczy to wychodzenia z zaburzeń odżywiania ze wsparciem profesjonalistów bądź bliskich osób (ukrywanie bądź okłamywanie może wynikać zarówno z obawy, że straci się wsparcie z powodu trudności z odrzuceniem restrykcji, jak i z chęci zachowania sobie części schematów myślenia lub zachowania). Warto jednak zauważyć, że nierzadko występuje także samooszukiwanie, np. wmawianie sobie, że tak naprawdę nie jest się głodnym lub idzie się na trening dla zdrowia,
➤ zastępowanie jednych restrykcji innymi. Z pozoru taka osoba może sobie świetnie radzić: dokłada kalorie, włącza nowe produkty, coraz mniej ćwiczy. Jednakże w tym samym czasie np. zawyża kaloryczność posiłków lub część z nich wyrzuca, celowo omija niektóre produkty, kategoryzując je jako złe i nie zamierzając nigdy ich włączyć, wykonuje treningi rzadziej, ale za to wkłada w nie więcej energii, by wyrównać (skompensować) dostarczane kalorie etc.
➤ wychodzenie z zaburzeń odżywiania na mniej niż sto procent. To podchwytliwy punkt, ponieważ nie chodzi w nim o to, że każde recovery, które nie jest zaangażowanym MinnieMaud, oznacza od razu pseudo-recovery. Nic z tych rzeczy – jak najbardziej można być w poprawnym i dobrze rokującym recovery, które nie jest prowadzone metodą MinnieMaud, tylko np. metodą małych kroków (o ile nie są zbyt małe). Quasi-recovery można rozpoznać w sytuacji, w której chory czuje, że ma zasoby psychofizyczne, aby tu i teraz zrobić coś lepiej, chociażby zjeść dodatkową kromkę, ale tego nie robi, bo np. nie ustalił tego kroku ze specjalistą, chce przedłużyć bycie w recovery (ponieważ np. uzyskuje dzięki temu wsparcie bliskich), nie chce przekroczyć pewnej wagi etc.
➤ wyznaczanie sobie celów innych niż wyzdrowienie. ED recovery to wychodzenie z zaburzeń odżywiania. Jego celem jest wyjście z zaburzeń odżywiania, wyzdrowienie, wyleczenie. Nic więcej, nic mniej. Wyzdrowienia nie definiuje się poprzez konkretną masę ciała, zawartość tkanki tłuszczowej, liczbę spożywanych kalorii, ilość ruchu w życiu codziennym. Brak zaburzeń odżywiania to wolna głowa, kropka. Tylko dana osoba wie, czy wyzdrowiała. Natomiast osoby postronne mogą wyciągać wnioski na podstawie jej zachowań, np. tego, że nie chce być w niskiej masie ciała ani deficycie kalorycznym, bo rozumie, że jej to nie służy – ani psychicznie, ani fizycznie. Podałam ten przykład nie bez powodu: chociaż wyjście z zaburzeń odżywiania nie jest żadną konkretną masą ciała, niemożliwe jest wyleczenie się i jednoczesne pozostawanie w niskiej wadze. To się po prostu wyklucza. Dlatego pseudo-recovery można rozpoznać po celach (pseudo)końcowych takich jak przytycie maksymalnie do wagi x, jedzenie maksymalnie x kalorii, zejście do maksymalnie x treningów, noszenie maksymalnie rozmiaru x. Tego typu cele pozwalają zmienić miejsce położenia w zaburzeniach odżywiania, ale nie wyzdrowieć. Dla przykładu: chory może jeść więcej, jest w stanie wyjść na obiad do restauracji i nie musi już ćwiczyć codziennie, jednak wciąż pozostaje w szponach choroby, która rządzi każdym jego dniem, podporządkowując go kontroli jedzenia, sylwetki, masy ciała. Nie ulega wątpliwości, że nadal jest niewolnikiem zaburzeń odżywiania,
➤ zaprzestanie starań, tj. brak podejmowania dalszych kroków w recovery. Chory dobrze sobie radził i wypracował świetny efekt, nie wraca do starych schematów (przynajmniej póki co; niestety osoby niedoleczone znajdują się w grupie wysokiego ryzyka powrotu do zachowań restrykcyjnych z przeszłości lub włączenia nowych), ale jednocześnie nie robi niczego nowego. Zmienił położenie w zaburzeniach odżywiania, jest mu lepiej, ale wciąż cierpi. Utknął i nie potrafi bądź nie chce pójść dalej – w tej sytuacji świetną decyzją będzie udanie się do specjalisty: psychoterapeuty lub psychodietetyka. Specjalista pomoże choremu pokonać stagnację, zanim będzie za późno i pojawi się potrzeba przywracania dawnych zachowań. Nie warto zwlekać z sięgnięciem po pomoc!
Powyższe ogólne znaki rozpoznawcze quasi-recovery mogą się łączyć. Im jest ich więcej, tym lepsza staje się decyzja sięgnięcia po wsparcie profesjonalistów bądź wyznanie im prawdy, jeśli już się z nimi współpracuje, ale ukrywa się pewne myśli, przekonania bądź zachowania.

Pseudo-recovery (quasi-recovery) u bliskiej osoby – przejawy
Niestety pseudo-recovery najłatwiej rozpoznać od środka, czyli będąc osobą w pseudo-recovery. Jeżeli jest się bliskim osoby wychodzącej z zaburzeń odżywiania i czuje się obawę, że może ona być właśnie w quasi-recovery, warto zwrócić uwagę na sygnały takie jak:
- bliska osoba je więcej, ale: 1) wybiera ciągle te same produkty, 2) odmawia zjedzenia pewnych produktów, 3) godzi się na jedzenie tylko o określonej porze (albo zostawia kalorie na wieczór), 4) odmawia pójścia do restauracji, 5) nie chce zjeść więcej niż pewna porcja, 6) je więcej objętościowo, ale nie kalorycznie, 7) ćwiczy, aby kompensować dodatkowe kalorie, 8) po zjedzeniu więcej kolejnego dnia je mniej,
- bliska osoba poświęca nadmierną uwagę wyglądowi swojemu lub innych, co może przejawiać się w: 1) wygłaszanych komentarzach, 2) rzucanych spojrzeniach, 3) przeglądaniu się w lustrze, 4) ważeniu lub mierzeniu ciała, 5) dotykaniu ciała, zwłaszcza brzucha, ud etc., 6) przymierzaniu starych ubrań, 7) oglądaniu treści poświęconych wyglądowi,
- bliska osoba okazuje nadmierne emocje w związku z: 1) niemożnością wykonania treningu, 2) wyjściem do restauracji, 3) propozycją zjedzenia dodatkowego posiłku, 4) prośbą o tymczasową zmianę diety lub zaprzestanie wykonywania aktywności fizycznej, 5) zmianą planów dnia, która ingeruje w jedzenie lub ruch, np. rodzina miała iść do restauracji, ale odwołuje, albo odwrotnie, obiad miał być w domu, ale pojawił się spontaniczny plan wyjścia na pizzę,
- bliska osoba wykazuje niepoprawną relację z ruchem, np. 1) woli stać niż siedzieć, 2) naciska na aktywność fizyczną, 3) wynajduje nowe hobby związane z ruchem, 4) proponuje wyłącznie, głównie lub często wspólne spędzanie czasu w ruchu, 5) jeśli siedzi lub leży, musi ruszać nogą bądź ręką, 6) jest gotowa jeść więcej tylko lub przede wszystkim w dniach i sytuacjach, w których ma więcej ruchu,
- bliska osoba kontroluje elementy dnia związane z jedzeniem i ruchem, np. musi wiedzieć wcześniej: 1) co na obiad, 2) jakie składniki lub ile zostało użytych do przygotowania posiłku, 3) o której spacer. Może też chcieć: 1) planować domownikom posiłki i aktywności, 2) przejąć gotowanie w domu, 3) przejąć zakupy spożywcze w domu,
- bliska osoba wyznacza sobie niewłaściwe cele recovery, takie jak: 1) przytycie do wagi x lub ogólnie samo przytycie, bez zadbania o inne aspekty, 2) zmniejszenie liczby treningów lub zmiana aktywności fizycznej na inną, ale bez gotowości do tymczasowego braku ruchu, 3) zmniejszenie lub wyeliminowanie napadów objadania się bądź zachowań przeczyszczających, ale bez zadbania o inne myśli i zachowania restrykcyjne.
Proszę pamiętać, że to tylko przykłady – nie jestem w stanie podać wszystkich przejawów quasi-recovery, ponieważ każda osoba jest inna i każdy przypadek zaburzeń odżywiania wygląda nieco inaczej. Dodatkowo nie należy podchodzić do wymienionych przeze mnie objawów sztywno, ponieważ niektóre zachowania mogą w rzeczywistości mieć inne podłoże. Dla przykładu: nadmierna reakcja emocjonalna na odwołanie planów wyjścia do restauracji może wiązać się wcale nie z jedzeniem, ale np. z faktem, że na obiedzie w restauracji miał się pojawić ktoś ważny (np. rzadko widywany członek rodziny), ale go nie będzie. Z kolei odmówienie zjedzenia czegoś albo intensywna potrzeba pójścia na spacer mogą się wiązać z problemem trawiennym i chęcią rozwiązania go, nie zaś ze strachem przed przytyciem.
Pseudo-recovery a współpraca ze specjalistą
Jeżeli Twoja bliska osoba wychodzi z zaburzeń odżywiania ze wsparciem zespołu, np. z psychoterapeutą i psychodietetykiem, możesz śmiało założyć, że ludzie ci wiedzą, co robią. Chociaż pewne niepokojące Cię zachowania bliskiej osoby faktycznie mogą wynikać z choroby, wcale nie muszą świadczyć o utknięciu w pseudo-recovery. Dla przykładu: być może chory nie jest jeszcze gotowy na wykonanie danego kroku i na razie wraz ze specjalistami pracuje nad czymś innym, a do tego dotrze na kolejnym etapie. Byłoby świetnie, gdyby chory pozostawał w dobrych relacjach z domownikami i gdyby obie strony wykazywały otwartość i gotowość do komunikacji.

Jak odróżnić pseudo-recovery od wychodzenia z zaburzeń odżywiania?
Recovery i pseudo-recovery łączy fakt, że w obu procesach ma się aktywne zaburzenia odżywiania. Jednakże w recovery dzielnie się z nimi walczy (na sto procent, nawet jeśli w danej chwili Twoje sto procent wygląda jak nieco mniej), a w pseudo-recovery idzie się na kompromisy z chorobą i albo w ogóle nie zamierza się zmieniać pewnych przekonań i zachowań, albo biernie się im poddaje, stwierdzając, że nie ma się wystarczająco dużo siły, by wyjść z zaburzeń odżywiania.
Inną różnicą recovery i quasi-recovery jest cel przyświecający osobie w procesie. W recovery dąży się do wyzdrowienia, bez względu na finalną masę ciała, zawartość tkanki tłuszczowej, chwilowe niedogodności psychiczne i fizyczne czy też trudy wyzwań pracy nad psychiką. W quasi-recovery akceptuje się cel pośredni, jakim jest bycie w lepszym miejscu w stosunku do stanu zaburzeń odżywiania z przeszłości, żeby tylko nie musieć stawić czoła prawdziwemu brakowi restrykcji, mogącemu przecież spowodować przytycie do wagi, której się nie akceptuje.
W związku z powyższym osoba w czasie recovery podporządkowuje wybory i zachowania celowi ostatecznemu: wyzdrowieniu, nie zważając na możliwe skutki uboczne, czyli np. uzyskanie masy ciała, która nie jest tą wymarzoną. Osoba w pseudo-recovery kontroluje wybory i zachowania, kierując się zaburzonymi myślami i przekonaniami. Na przykład może angażować się w zachowania wspierające recovery, ale tylko do wagi x kg.
Szalenie istotnym elementem recovery jest praca nad psychiką: przekonaniami, myślami, wartościami, samooceną etc. Nic w tym dziwnego – zaburzenia odżywiania to zaburzenia psychiczne, toteż aby wyzdrowieć, trzeba wyleczyć psychikę, a nie ciało. (Ciało zdrowieje niejako przy okazji, ponieważ zdrowa psychika nie chce żyć w chorym ciele). W pseudo-recovery praca ta może zostać zaniechana lub wykonana w niewielkim zakresie, tylko po to, aby rozluźnić dotychczasowe restrykcje, lecz nie musieć się ich pozbyć. W efekcie osoba w pseudo-recovery jest nieco bardziej plastyczna, ale nie wolna. Zmienia zachowanie, lecz nie myślenie ani związane z myślami emocje.
Czy małe kroki to quasi-recovery?
Czas na kilka słów o metodzie małych kroków. Chociaż nie wymaga porzucenia wszystkich restrykcji z dnia na dzień, nie jest jednoznaczna z byciem w quasi-recovery. Wszystko zależy od przypadku. Jeżeli metoda towarzyszy osobie wychodzącej z zaburzeń odżywiania na wczesnym etapie recovery, a dodatkowo osoba ta wykonuje każdy krok na sto procent i odważnie stawia kolejne, całokształt świadczy o byciu w dobrze rokującym procesie. Jednakże jeśli minęło np. pół roku, a chory nadal dokłada po zaledwie pięćdziesiąt kalorii dziennie co dwa tygodnie i jednocześnie nie pracuje nad niczym innym, tkwi w quasi-recovery. Osobiście nie uważam, aby dało się przejść całe leczenie małymi krokami. Zaburzenia odżywiania wiążą się z tak wieloma nieprawidłowościami myślenia i zachowania, że walka z nimi za pomocą malutkich wyzwań zajęłaby resztę życia.

Dlaczego quasi-recovery jest częste wśród osób leczących się z zaburzeń odżywiania?
Quasi-recovery to nie tylko popularny termin w sferze leczenia zaburzeń odżywiania. To również popularne zjawisko, dotykające bardzo wielu osób podczas wychodzenia z zaburzeń odżywiania. U jednych stanowi tylko przejściowy etap, stając się tym samym naturalnym wyzwaniem recovery, u innych zatrzymuje proces lub wręcz cofa wypracowane efekty. Jego powszechność wśród chorych na zaburzenia odżywiania wynika z czynników takich jak:
● perfekcjonizm – chory chce przejść przez recovery bezbłędnie, a ponieważ mu się to nie udaje (absolutnie każdy ma wzloty i upadki, co jest normalne!), stwierdza swoją bezsilność i idzie na kompromis z chorobą,
● tożsamość zbudowana na zaburzeniach odżywiania – im dłużej lub intensywniej chorowała dana osoba, tym większe może mieć poczucie, że zaburzenia odżywiania niejako są nią, stanowią część lub nawet całość jej tożsamości. Jeżeli nie korzysta z profesjonalnego wsparcia, może przerazić ją wizja tego, kim będzie bez zaburzeń odżywiania, co będzie robić, lubić, co jej zostanie. To z kolei idealne podłoże do wykształcenia się potrzeby pozostania w chorobie bądź niekończącym się (pseudo)recovery,
● uzupełnianie braków – tak samo jak zaburzenia odżywiania, proces recovery może uzupełniać choremu braki na innych polach. Dla przykładu: najpierw nie chciał podjąć leczenia, ponieważ miał poczucie, że niczego w życiu nie kontroluje i wszystko przelatuje mu przez palce, aż odkrył, że może kontrolować swój sposób odżywiania i masę ciała. To mu dało poczucie siły i sprawczości. W końcu jednak zdecydował się na leczenie, bo negatywne aspekty zaburzeń odżywiania przeważyły nad pozytywnymi. W pewnym momencie zauważył, że dzięki recovery zyskał przyjaciół w podobnej sytuacji oraz popularność na swoim koncie instagramowym poświęconym wychodzeniu z choroby. Poczuł się tak szczęśliwy i doceniony, że nie chce tego stracić. Decyduje się więc pozostawać w (pseudo)recovery przez kolejne lata,
● motywacja zewnętrzna – najkorzystniejszą, dającą najlepsze efekty motywacją do wyjścia z zaburzeń odżywiania jest ta wewnętrzna. Leczę się dla siebie i po to, abym mogła x/nie musiała y. Do samego wystartowania recovery nada się również motywacja zewnętrzna (leczę się dla partnera/mamy/przyjaciółki/…), ale nie jest ona trwała, dlatego po rozpoczęciu leczenia należy jak najszybciej przekształcić ją w wewnętrzną. Jeżeli się tak nie stanie, gdy tylko zmienią się warunki – zewnętrzne: zabraknie osoby, dla której podjęło się leczenie, albo wewnętrzne: choremu przestanie zależeć na tej osobie bądź danym jej słowie – zniknie powód, dla którego miało się wyzdrowieć,
● brak zaufania do ciała – chory ma przekonanie, że ciało już zawsze będzie wysyłało sygnały głodu i nigdy się nie nasyci, nigdy nie przestanie tyć, jest zepsute i nie zdoła się naprawić,
● brak zaufania do procesu – chory ma przekonanie, że współpracujący z nim specjaliści okłamują go lub stosują niewłaściwe metody (co może wynikać z obawy, że wcale nie wyzdrowieje, tylko przytyje na próżno). Warto zauważyć, że ten problem mogą generować sami specjaliści, a nie chory, np. nie tłumacząc mu metod ani mechanizmów, tylko każąc wykonywać polecenia i nie dyskutować. Moim zdaniem niedopuszczalna jest stara szkoła, w której „mistrz” wydaje komendy, a podopieczny nie może mieć pytań, o obawach nawet nie wspominając. Wyjątek stanowi sytuacja, w której podopieczny sam preferuje taki styl współpracy,
● brak przyzwolenia na zmiany – na dalsze jedzenie, brak ruchu lub mniejszy ruch, zmianę sylwetki, przyrost masy ciała lub cokolwiek innego,
● brak przyzwolenia na metamorfozę stylu życia – chory może zgodzić się na jedzenie więcej i bez restrykcji, a także na brak ruchu teraz, ale na pewno nie dłużej niż przez x czasu. Może również przystać na przytycie bez limitu, ale na pewno nie bez planu późniejszego zredukowania masy ciała do akceptowanej przez siebie,
● zaufanie i wiara zaburzonym myślom – zaburzenia odżywiania mają to do siebie, że podsuwają chorym myśli, emocje, obawy. Recovery jest czasem, w którym każda osoba musi zmierzyć się z zawartością swojej głowy i nauczyć się oddzielać myśli wspierające od zaburzonych, a następnie eliminować te drugie. Niestety nie jest to łatwe, a niekiedy brakuje na to siły, co sprawia, że pokłada się wiarę w nieprawidłowych myślach. Tu warto podkreślić, że myśli i lęki ewoluują w toku recovery, np. po to, aby podważyć zasadność wybranych metod leczenia lub całego procesu,
● negatywne emocje (strach, smutek, bezsilność) – związane zarówno z pojawiającymi się efektami recovery (wzrost masy ciała, brak kontroli), jak i z potencjalną utratą korzyści procesu (koniec wsparcia i czułości ze strony bliskich, utrata przynależności do społeczności recovery),
● zmiany w otoczeniu – wymienione wyżej negatywne emocje związane z potencjalną utratą wsparcia ze strony bliskich to co innego niż realna utrata wsparcia. Ta druga stanowi osobny i realny powód, dla którego chorzy przekształcają prawidłowe recovery w quasi-recovery. Naturalnym jest, że osoba z bardzo silnymi zaburzeniami odżywiania uzyskuje dużo zainteresowania od bliskich, kiedy zaś zaczyna sobie radzić lepiej, otoczenie stopniowo wraca do codzienności i zajmowania się swoimi sprawami. Niestety to osłabienie zysków emocjonalnych ze strony bliskich może doprowadzić chorego do przekonania, że powinien pozostawać w wiecznym recovery, by otrzymywać uwagę, troskę, miłość etc. Jest to praca do wykonania dla samego chorego, ponieważ nie może oczekiwać, że bliscy porzucą swoje życia do momentu, w którym w pełni stanie na nogi,
● rozczarowanie zbyt małymi zmianami – chory może być rozczarowany, że choć tak bardzo się stara i cierpi emocjonalnie, przełamując bariery, niewiele się zmienia: fizycznie (na początku zmiany mogą być małe, co jest naturalne, zwłaszcza gdy stosuje się metodę małych kroków) oraz psychicznie (zmiany psychiki zajmują duuużo więcej czasu niż zmiany w ciele, warto o tym pamiętać od samego początku recovery),
● przerażenie zbyt dużymi zmianami – chory może przestraszyć się pędzącej w górę wagi czy braku kontroli nad jedzeniem, zwłaszcza gdy nie towarzyszą temu równie wielkie zmiany w psychice (jak wspomniałam wyżej, zmiana myślenia trwa dłużej, co jest absolutnie normalne i spodziewane, niestety łatwo w to zwątpić i wycofać się z procesu),
● presja społeczna – chory może przekształcić prawidłowe recovery w pseudo-recovery, jeśli otoczenie będzie się niepokoić, że jego proces trwa tak długo (w rzeczywistości proces trwa tyle, ile trzeba, aby wyzdrowieć) albo że przytył już x kg, więc w tej wadze nie powinien być nadal chory (w rzeczywistości zaburzenia odżywiania nie mają wagi). Nacisk ze strony rodziny, przyjaciół czy kogokolwiek innego, że to powinno być już, może spowodować zinternalizowanie presji i uznanie, że faktycznie trzeba już zacząć udawać wyzdrowienie,
● presja wewnętrzna – jak wspomniałam wyżej, może zostać zinternalizowana na skutek presji otoczenia, ale to nie jedyna możliwość. Chory sam w sobie może wykształcić przekonanie, że skoro jest już w recovery x czasu albo doszedł do wagi x kg, powinien być zdrowy, a skoro ewidentnie nie jest, trzeba zacząć udawać,
● trudne sytuacje lub okresy w życiu – mogą spowodować zarówno całkowity powrót do schematów chorobowych (tzw. nawrót zaburzeń odżywiania, choć moim zdaniem używanie określenia nawrót nie jest uzasadnione, gdyż taka osoba nigdy nie wyszła z choroby, tj. nie ma do czego wracać, bo cały czas w niej była), jak i utknięcie w quasi-recovery,
● zamiana zasad recovery na zasady zdrowego stylu życia – może to brzmieć paradoksalnie, ale zbyt szybkie zejście z drogi recovery i rozpoczęcie stosowania zasad zdrowego stylu życia bądź nauki intuicyjnego jedzenia sprawią, że chory wyląduje w pseudo-recovery. Zasady zdrowego stylu życia ani intuicyjne jedzenie nie są dla osób z zaburzeniami odżywiania. Osoby te wymagają innego podejścia i innych reguł, ponieważ mają zaburzone myślenie i nierzadko wiele powikłań fizycznych, np. wynikających z ogromnego długu energetycznego. Zasady zdrowego stylu życia lub intuicyjne jedzenie można zacząć wprowadzać co najmniej pod koniec recovery, a najlepiej po wyzdrowieniu,
● błędy w terapii zaburzeń odżywiania – niestety zdarza się, że błąd leży po stronie specjalistów. Jeżeli ich definicją wyleczenia jest uzyskanie przez podopiecznego konkretnej masy ciała, trwałe przyjmowanie określonej liczby kalorii dziennie bądź zredukowanie napadów lub wymiotów do zera, prowadzony przez nich proces (pseudo)recovery być może doprowadzi do usytuowania się chorego w lepszym stanie fizycznym, ale na pewno nie do realnego wyzdrowienia. To samo tyczy się stricte procesu: jeżeli wedle specjalistów chory może stosować pewne praktyki, ponieważ wpisują się one w zasady zdrowego stylu życia przeznaczone dla ogółu społeczeństwa, będą utrzymywać podopiecznego w quasi-recovery, nie dając mu szansy na prawdziwą wolność w głowie,
● niewiedza ze strony bliskich osób – chociaż nie jest to ani ich wina, ani ich odpowiedzialność (odpowiedzialność za leczenie leży po stronie osoby chorej, o ile oczywiście jest dorosła), bliscy niekiedy nieświadomie wspierają proces pseudo-recovery. Myślą, że chory radzi sobie coraz lepiej i kibicują podejmowanym przez niego decyzjom. Niestety mogą: 1) być okłamywani przez chorego, który boi się lub wstydzi powiedzieć prawdę, 2) sami wpędzać chorego w poczucie, że powinien radzić sobie coraz lepiej, więc jeśli ten będzie miał chwilowe załamanie, zdecyduje się na ukrywanie go i okłamywanie bliskich. W pierwszej sytuacji błędem jest brak umiejętności rozpoznania quasi-recovery i wspieranie nieprawidłowych schematów. W drugiej błąd stanowi zbytni nacisk na sukces i brak przestrzeni na popełnianie błędów. Co istotne, może to być zarówno realny nacisk, jak i wyłącznie odczucie nacisku przez chorego.
Ponownie są to wyłącznie przykłady czynników ryzyka przekształcenia prawidłowego ED recovery w quasi-recovery. Lista jest długa, być może ciągnąca się bez końca. Warto mieć się na baczności i sięgnąć po wsparcie, by albo nigdy nie utknąć w procesie, albo przejść ten trudny etap, który może wydawać się ślepym zaułkiem i dowodem na brak możliwości wyzdrowienia.

Czy pseudo-recovery to wina osoby chorej?
Nie, nigdy. Nikt nie chce być chory i nikt nie wybiera choroby. Nawet jeśli wydaje się, iż dana osoba z własnej woli pozostaje w zaburzeniach odżywiania, bo np. woli być chuda niż zdrowa, w rzeczywistości nie jest to jej wybór. Taki tok myślenia dyktują jej zaburzenia odżywiania, a ona nie znalazła w sobie jeszcze dość siły, by się im przeciwstawić.
Nie chcę i nie zamierzam wypowiadane przez osobę z zaburzeniami odżywiania należy interpretować jako nie potrafię, na przykład z powodu strachu. Pośrednim powodem strachu zazwyczaj jest przyrost masy ciała, a bezpośrednim – różnie, w zależności od podłoża choroby. Może chodzić o obawę przed brakiem akceptacji, odrzuceniem, obrzydzeniem, wyśmiewaniem, brakiem miłości, brakiem kontroli nad życiem, koniecznością dopuszczenia do siebie uczuć i emocji. Może chodzić o obawę przed wieloma innymi czynnikami, również doświadczeniem fizycznej krzywdy. Niestety czasami podstawą zaburzeń odżywiania jest strach przed seksualnością, posiadaniem kobiecego ciała lub byciem atrakcyjną i padnięciem ofiarą przemocy seksualnej, której doświadczyło się w przeszłości.
Quasi-recovery to wina zaburzeń odżywiania
Zaburzenia odżywiania utrudniają człowiekowi działanie niezależnie od fazy, w której w danym momencie się znajduje. Nawet jeśli ma złudne poczucie, iż to on podejmuje decyzje, by jeść mniej, ćwiczyć więcej bądź angażować się w rozmaite praktyki restrykcyjne i kompensacyjne, zawsze to choroba dyktuje warunki. Również pozorną chęć pozostania w pseudo-recovery podsuwa choroba. Ma do dyspozycji cały arsenał zaburzonych przekonań i myśli (np. będziesz mniej warta w oczach ludzi, gdy przytyjesz, nikt nigdy cię nie pokocha) oraz nieprzyjemnych emocji (strach, lęk, żal, smutek, przygnębienie, gniew, obrzydzenie).
Warto też zauważyć, że quasi-recovery to stan świadomy… lub nie. Zakładam – choć nie dysponuję żadnymi danymi na poparcie tej tezy – że znaczna większość osób w pseudo-recovery doskonale zdaje sobie sprawę, w jakim stanie utknęła. Jednakże istnieją osoby, osobiście się z takimi zetknęłam, które absolutnie o tym nie wiedzą, a jeśli przeszło im to przez myśl, dokonały skutecznego wyparcia. Tyle że nawet w tych przypadkach, w których quasi-recovery jest świadome, nadal nie jest chciane, preferowane ani wybierane. Po prostu dana osoba nie potrafi postępować inaczej i potrzebuje profesjonalnej pomocy.

Czy quasi-recovery jest niebezpieczne?
Osobom postronnym, niemającym wiedzy na temat zaburzeń odżywiania, może się wydawać, iż najniższy punkt choroby – taki, w którym masa ciała jest najdalsza od prawidłowej, a restrykcje i kompensacje najbardziej zaostrzone – to najgorsze, co może spotkać chorego. Na jego tle pseudo-recovery nie jawi się jako coś szczególnie niekorzystnego. Ba! może nawet jest całkiem niezłe, bo chociaż chory nie wyzdrowiał, znajduje się w o wiele lepszym punkcie fizycznym, no i jest w miarę stabilny. Być może poprawił wyniki krwi, odzyskał okres, rozpoczął regenerację kości i uzyskał inne cenne efekty zdrowotne. No tak, szkoda, że jest w quasi-recovery, ale w sumie da radę żyć w miarę szczęśliwie do końca życia. Prawda…?
Otóż nie. A przynajmniej nie każdy chory się pod tym podpisze. Zbierając informacje do niniejszej publikacji, poza materiałami merytorycznymi zgłębiałam wątki na Reddicie, w których osoby z zaburzeniami odżywiania konsultowały między sobą wyzwania psychiczne i emocjonalne, szukając wsparcia i… cóż, ratunku. Serce mi pękało, kiedy czytałam, jak wiele osób uważa, iż pseudo-recovery nie tylko nie jest lepsze od zaawansowanego stadium zaburzeń odżywiania, ale także jest najgorszym okresem w ich życiu.
Many people say they feel just as trapped in quasi as they did at their lowest
Honestly I felt worse because 1) I didn’t get the weight loss and numbness full restriction gave me and 2) I felt some guilt for both ED and anti-ED behaviors and thoughts.
Trudne położenie psychiczne osób w pseudo-recovery potwierdzają badania naukowe, takie jak przedstawione w pracy Negative Affective Experiences in Relation to Stages of Eating Disorder Recovery autorstwa Megan B. Harney, Ellen E. Fitzsimmons-Crafr, Christine R. Maldonado i Anny M. Bardone-Cone [darmowy dostęp: National Library of Medicine w PubMed Central]. Jak się okazuje, osoby w silnych zaburzeniach odżywiania oraz osoby częściowo wyleczone, takie jak pozostające w quasi-recovery, odczuwają dokładnie ten sam poziom stresu, lęku i przygnębienia. Ich uwięzienie w myślach i emocjach dyktowanych przez chorobę nie ustępuje wraz ze wzrostem masy ciała, odzyskaniem okresu czy poprawieniem wyników krwi – aby poczuć ulgę, trzeba zawalczyć o psychikę i wyzdrowieć.
Osoby uważające quasi-recovery za stan znacznie gorszy od zaawansowanych zaburzeń odżywiania wyjaśniają to w następujący sposób:
✤ głowa nadal jest tak samo chora, ale ciało uległo zmianie i wygląda na zdrowe, więc nikt nie podejrzewa, że człowiek w dalszym ciągu zmaga się z zaburzeniami odżywiania – skutkuje to cierpieniem w samotności, bez wiedzy i wsparcia bliskich, uwięzieniem wewnątrz własnej głowy, strachem przed wyjawieniem prawdy bliskim, bo być może nie uwierzą, a także realnym problemem odrzucenia przez bliskich, którzy nie mając wiedzy o zaburzeniach odżywiania, faktycznie mogą stwierdzić, że teraz to już na pewno dana osoba nie jest chora, tylko wymyśla, żeby zwrócić na siebie uwagę,
✤ osoba z zaburzeniami odżywiania w pseudo-recovery nie dostaje już przyzwolenia z zewnątrz na bycie chorym – wyżej opisałam sytuację, w której to bliscy niedowierzają choremu, że nadal ma zaburzenia odżywiania. Przecież waży normalnie, je normalnie, rusza się jak człowiek, no to gdzie tu niby te zaburzenia odżywiania?! Taak… Ale to nie koniec. Niestety również pseudospecjaliści ze świata medycznego miewają nikłą wiedzę o zaburzeniach odżywiania i mogą zakwestionować chorobę osoby, która wydaje się wyleczona tylko dlatego, że ma prawidłową masę ciała wedle BMI, nie głodzi się ani stosuje metod przeczyszczania. Opinia o zakończonym leczeniu wydana przez lekarza może być druzgocąca dla osoby, która doskonale wie, że nadal ma zaburzenia odżywiania. Zresztą zarówno werdykt medyka, jak i brak przyzwolenia na chorowanie ze strony rodziny mogą sprawić, że dana osoba poczuje się w obowiązku udawać, że faktycznie wyzdrowiała,
✤ głowa nadal jest tak samo chora, przez co człowiek pragnie restrykcji i niskiej masy ciała, ale tego nie dostaje, bo aby utrzymać pozory zdrowienia lub wręcz wyzdrowienia, musi żyć z dodatkowymi kilogramami, których nie akceptuje – w efekcie cierpi podwójnie, bo po pierwsze przez silnie zaburzone poglądy i myśli, które bezustannie go bombardują, a po drugie przez brak możliwości podejmowania restrykcyjnych i kompensacyjnych zachowań. Z jednej strony nienawidzi swojego wyglądu i nie chce tak żyć, z drugiej musi, by ludzie niczego nie podejrzewali i zostawili go w spokoju,
✤ ba! głowa może przeżywać nawet większe męczarnie niż w silnych zaburzeniach odżywiania – w stadium największego zaawansowania choroby można było po prostu nie jeść, dużo ćwiczyć lub kompensować jedzenie w inny sposób. Nie trzeba było dużo rozmyślać nad metodami, bo nie dążyło się do żadnej konkretnej wagi: po prostu miała być możliwie najniższa. W pseudo-recovery jednak utrzymanie maksymalnej akceptowanej wagi bez zwrócenia na siebie uwagi otoczenia wymaga opracowania nowych sposobów i bycia przebiegłym. To z kolei zmusza chorego do ciągłego kombinowania i poświęcania większej energii na niewidoczne dla postronnych restrykcje i kompensacje niż w czasach otwartego głodzenia się i ćwiczenia ponad miarę. Nic dziwnego, że to właśnie quasi-recovery może wiązać się z ogromnym wyczerpaniem i nienawiścią do swojego życia,
✤ ciało wygląda na zdrowe, zachowania też z pozoru są normalne, więc nikt już nie wymaga dalszych starań w celu przywrócenia zdrowia i dbania o nie – niestety zdrowie psychiczne ani fizyczne nie zważa na to, co ktoś myśli na temat swojej masy ciała lub sposobu odżywiania i poruszania się. Jeżeli nadal występują restrykcje i kompensacje, szkody zdrowotne w dalszym ciągu postępują. Być może wolniej, ale nadal,
✤ pseudo-recovery stanowi jeden z największych czynników ryzyka nawrotu dawnych silnie zaburzonych zachowań (tzw. relapse) – chory już przytył i pozbył się części restrykcji, ale ponieważ nie potrafi zaufać swojemu ciału, procesowi zdrowienia ani specjalistom, z którymi współpracuje, każdy dzień jest dla niego walką z samym sobą, byle tylko utrzymać część schematów myślenia i zachowania, a co za tym idzie nie odpuścić kontroli za bardzo ani nie przytyć za dużo. Pewnego dnia dochodzi do wniosku, że jego życie nie tylko nie jest lepsze, niż było w silnych zaburzeniach odżywiania, ale także jest znacząco gorsze. Wraca więc do znajomego, bezpiecznego stanu silnych restrykcji, co tu i teraz daje mu ukojenie, ulgę i spokój,
✤ najgorszy moment zaburzeń odżywiania jest tragiczny psychicznie, fizycznie i emocjonalnie, ale przynajmniej zawiera iskrę nadziei, że pewnego dnia będzie lepiej; tymczasem quasi-recovery stanowi ucieleśnienie koszmarów, w których ciało się zmieniło, ale psychika ani trochę – taka sytuacja może poskutkować czymś znacznie gorszym niż nawrót pełni objawów zaburzeń odżywiania, mianowicie odebraniem choremu nadziei, że kiedykolwiek będzie w stanie wyzdrowieć,
✤ quasi-recovery jest w stanie oszukać chorego, że tylko na tyle go stać – ponownie zachodzi tu ogromne ryzyko zatracenia wiary i nadziei, że istnieje realne i stuprocentowe wyjście z zaburzeń odżywiania. Chory może uwierzyć, że zawieszenie w pseudo-recovery do końca życia to jego nowa rzeczywistość i już nigdy nie będzie normalnie, tak jak przed chorobą,
✤ pseudo-recovery sprzyja utknięciu na całe życie bardziej niż silne zaburzenia odżywiania – silne zaburzenia odżywiania po pierwsze widać, więc bliskie osoby mogą regularnie i długofalowo naciskać chorego na leczenie, po drugie zaś z czasem prowadzą do wielu chorób, uszkodzeń i bólu, toteż chory może sam zdecydować się na szukanie rozwiązania, by się ratować. Tymczasem pseudo-recovery po pierwsze jest bardzo mało widoczne, zwłaszcza dla oka laika, po drugie może dawać choremu komfort kompromisu, np. pomiędzy przywróceniem części funkcji organizmu (np. miesiączki) a utrzymaniem preferowanej wagi (np. maksymalnej akceptowalnej). Tak oto chory pozostaje uwięziony i nieszczęśliwy do końca życia, bo nic nie motywuje go do leczenia.

Jak wyjść z pseudo-recovery (quasi-recovery)?
Jeżeli zdecydowałaś się na wyjście z zaburzeń odżywiania – co jest zawsze najlepszym wyborem! – ale po drodze skręciłaś w ślepą uliczkę i w efekcie zabłądziłaś, nie szkodzi. Nic nie jest stracone. Nie musisz zaczynać od zera, a wypracowane przez Ciebie do tej pory efekty z całą pewnością nie pójdą na marne. Tym bardziej nie musisz, a wręcz nie powinnaś wracać do ostrego stanu zaburzeń odżywiania, żeby zacząć recovery jeszcze raz, teraz bez potknięć. Jeżeli odczuwasz taką pokusę, naturalną dla osób mierzących się z zaburzeniami odżywiania i niestety często spotykaną, opieraj się jej dzielnie – będzie to Twój pierwszy krok do powrotu do właściwego procesu recovery.
W najbliższych miesiącach będą Cię czekały zadania takie jak:
✔ Przyznanie przed samą sobą, że czujesz się uwięziona w pseudo-recovery. Zauważenie, przyznanie się i nazwanie problemu stanowi pierwszy, bardzo ważny krok na drodze powrotnej do recovery, a dalej do zdrowia. Coś czuję, że ten krok masz już za sobą!
✔ Wypisanie na kartce wszystkich przekonań i myśli chorobowych, którym ulegasz, oraz wszystkich decyzji i zachowań, które podejmujesz, mimo iż wspierają zaburzenia odżywiania. Wykonaj to zadanie w ciszy i spokoju, aby mieć dobre warunki do namysłu. Poświęć osobną linijkę w notatniku każdemu czynnikowi, który trzyma Cię w quasi-recovery. Zadbaj o szczegółowość: zamiast pisać np. nadal odżywiam się nieprawidłowo, rozpisz, co to znaczy. Może to być np. zmniejszam porcje posiłków, kiedy dokładam kalorie albo nigdy nie sięgam po słodycze przed południem. Warto uzupełnić każdy czynnik o powód, jeśli go znasz, np. bo czuję strach, bo mam wrażenie, że mi nie wolno, bo czuję się przez to beznadziejna, a także o sytuację, w której myśli/zachowania się pojawiają.
✔ Sięgnięcie po profesjonalną pomoc: psychoterapeuty i/lub psychodietetyka. Na tym etapie (quasi-recovery) jest to ważne nawet bardziej niż w recovery podejmowanym po raz pierwszy. Prawdopodobnie próbowałaś już działać na własną rękę – osiągnęłaś pewne sukcesy, ale utknęłaś. Posiadanie wsparcia sprawi, że po pierwsze ruszysz z miejsca, po drugie nie zabłądzisz w kolejnej ślepej uliczce – zaburzenia odżywiania serwują takich sporo. Natomiast jeżeli już z kimś współpracujesz, wyjaw mu prawdę, aby mógł zmienić lub dostosować metody. Jeśli czujesz, że ta osoba nie jest dla Ciebie odpowiednim wsparciem, zmień ją – czasem tak bywa, że trafia się na osobę nieodpowiednią dla siebie, a czasem specjalista może być świetny na jednym etapie, ale mniej odpowiedni na innym. Wspólnie zajmiecie się m.in. oddzielaniem myśli od zachowań, formułowaniem kontrargumentów dla przekonań chorobowych, którym ulegasz, a także szukaniem alternatywnych myśli i zachowań, wspierających proces wychodzenia z zaburzeń odżywiania.
✔ Przyznanie się do quasi-recovery przed bliskimi. Nawiązanie współpracy ze specjalistą bądź wyznanie już posiadanemu specjaliście prawdy to dobry moment, aby porozmawiać również z bliskimi. Być może masz w otoczeniu osoby, które wiedzą o Twoich zaburzeniach odżywiania i współuczestniczyły w procesie wychodzenia z nich, kibicując Ci i podtrzymując Cię na duchu. Skoro są to osoby, którym na Tobie zależy, ponownie otoczą Cię pozytywnymi emocjami. Może oczywiście być tak, że nie masz takich osób, bo bałaś się komukolwiek powiedzieć zarówno o chorobie, jak i o decyzji wyjścia z niej. To dobry moment, aby ich wtajemniczyć. Powiedzenie głośno o zmaganiu się z zaburzeniami odżywiania i podjęciu walki z nimi jest uwalniające (bardzo!) i stanowi ważny punkt recovery – to niejako ucieleśnienie planu i oficjalne zobowiązanie się do zaangażowania w proces.
✔ Otaczanie się treściami wspierającymi, wzmacniającymi w procesie przekształcenia pseudo-recovery w recovery. Jeżeli pomagają Ci opowieści osób, którym się udało, złote myśli, wiersze, piosenki – miej ich wokół siebie jak najwięcej. Czytaj i słuchaj treści o recovery, nawet codziennie. Jednocześnie pozbądź się treści konfliktujących z wychodzeniem z zaburzeń odżywiania. Jeżeli jeszcze nie wyrzuciłaś wagi łazienkowej, metra krawieckiego lub starych ubrań w małym rozmiarze, właśnie nadszedł na to czas. Jeśli nadal obserwujesz w mediach społecznościowych osoby tworzące treści dotyczące odżywiania, sportu i wyglądu, odobserwuj je i zaobserwuj inne, związane z dawnymi hobby lub takimi, które chciałabyś mieć po wyzdrowieniu, gdy będziesz w pełni sił umysłowych i fizycznych.
✔ Robienie wszystkiego na sto procent. Zacznij wkładać całe serce – czyli całą siłę psychiczną – w przełamywanie schematów zachowania. To szalenie istotne, ponieważ trwała zmiana zachowania pozwala zmienić myślenie. Kiedy mózg stale otrzymuje sygnał, że dana czynność nie jest już wykonywana, zapisuje nową informację, że czynność ta przestała być ważna i nie trzeba dłużej wysyłać sygnału w postaci myśli o wykonaniu tejże czynności. Aby na początku było łatwiej, zastanów się nad zmianami, które udało Ci się do tej pory wypracować. Przydadzą Ci się kartka i długopis – robienie list to dobra praktyka! Po wypisaniu wprowadzonych zmian oceń, w które z tych zachowań nie angażujesz się w stu procentach. Na przykład: udało Ci się trwale zwiększyć objętość posiłków, co jest super. Jednakże wiesz, że czasem masz ochotę zrobić dodatkową kanapkę, polać ziemniaki większą ilością sosu, sięgnąć po jeszcze jeden wafelek. Teraz jest na to czas – odkręcasz pokrętło maksymalnie, aby odpowiadać na ochotę i potrzebę w stu procentach. I uwaga! Czasem robienie czegoś na sto procent to w rzeczywistości powstrzymanie się od czegoś na sto procent. Dla przykładu: całkowite odstawienie produktów bez cukru i tłuszczu (zamiast spożywania ich tylko raz dziennie), całkowite zaprzestanie chodzenia na siłownię (zamiast robienia tylko dwóch treningów tygodniowo) etc.
✔ Dokładanie nowych wyzwań. Możesz to robić stopniowo (stawiać małe, ale wystarczająco znaczące kroki) lub naraz (jeśli tylko czujesz się na siłach). Poza odkręceniem pokrętła w już wypracowanych zmianach trzeba podejmować nowe walki, czyli stawiać czoła tym aspektom zaburzeń odżywiania, których do tej pory się unikało. To może być trudne, zwłaszcza że proces wychodzenia z zaburzeń odżywiania obejmuje walkę z przekonaniami i zachowaniami, które z całych sił pragnie się zatrzymać, bo są np. silnie powiązane z lękiem (przed przytyciem, zmianą sylwetki, utratą kontroli) bądź tożsamością. Czasami także wykonywanym zawodem. Wiele osób nie chce odpuścić jednego lub kilku aspektów choroby i twierdzą – wierząc w to lub nie, bywa różnie – że uda im się wyjść z zaburzeń odżywiania bez rezygnowania z tych aspektów. Dlatego tutaj przydaje się profesjonalne wsparcie – psychoterapeuty i/lub psychodietetyka. Bez niego można ponownie utknąć w quasi-recovery, po prostu w innej ślepej uliczce.
✔ Praca nad aspektami niezwiązanymi z jedzeniem, ruchem ani ciałem. Chociaż zaburzenia odżywiania kojarzą się ze wszystkimi trzema wymienionymi rzeczami, w rzeczywistości po pierwsze sięgają dużo głębiej, po drugie oddziałują na o wiele więcej sfer życia. Dlatego prawdziwe recovery to czas pracy również nad poczuciem własnej wartości i pewnością siebie, wartościami leżącymi u podstaw codziennych decyzji i zachowań, emocjami, relacją z samym sobą i innymi ludźmi. Warto wówczas odnawiać stare hobby lub szukać nowych, niezwiązanych z wyglądem, jedzeniem ani sportem, odbudowywać relacje ze znajomymi lub nawiązywać nowe przyjaźnie, a także realizować plany i marzenia, które odkładało się na wieczne jutro.

Jak nie utknąć w pseudo-recovery (quasi-recovery)?
Pseudo-recovery może spędzać sen z powiek nie tylko osobom, które w nim utknęły, lecz także tym, które myślą o rozpoczęciu leczenia. Te drugie wyrażają niekiedy obawę, iż zamiast wyzdrowieć, dojdą do owego stanu zawieszenia i utkną w nieszczęściu na resztę życia.
I cóż… choć bardzo bym chciała, niestety nie podam Ci 10 skutecznych sposobów na. Takie nie istnieją. Nic nie jest w stanie zagwarantować, że na pewno tak się nie stanie – jak wspomniałam na początku, quasi-recovery może być naturalnym etapem recovery. Na szczęście jak najbardziej masz do dyspozycji działania, które pozwolą Ci zminimalizować ryzyko wylądowania w pseudo-recovery.
✲ Sięgnij po profesjonalne wsparcie na początku recovery – a nie dopiero w momencie, w którym poczujesz, że utknęłaś. Jeśli już wystartowałaś sama, nie szkodzi, zgłoś się do specjalisty/-ów teraz. Dzisiaj.
✲ Powiedz bliskim o zaburzeniach odżywiania i decyzji walki z nimi – to daje ulgę (poczucie wolności), pozwala otrzymać wsparcie otoczenia (nie czujesz się samotna w trudnym procesie) oraz pomaga utrzymać się w postanowieniu (stanowi symboliczne zobowiązanie).
✲ Nie okłamuj nikogo – ani specjalistów, z którymi współpracujesz, ani bliskich, którzy Ci kibicują, ani siebie. Pamiętaj, że kłamstwo jest mechanizmem podsuwanym przez zaburzenia odżywiania i nie wspiera wychodzenia z nich.
✲ Daj sobie przyzwolenie na nielinearny postęp w recovery – wychodzenie z zaburzeń odżywiania nie jest ciągłą drogą naprzód w równym tempie. Zdarzają się okresy szybsze i wolniejsze. Zdarzają się kroki w tył i bok. Można nawet utknąć na moment lub zwątpić w proces. To wszystko naturalne i spodziewane elementy. Najważniejsze, by w całokształcie postępować naprzód. Upór i determinacja pozwalają dojść do mety.
✲ Pamiętaj o swojej motywacji – powinna być wewnętrzna i silna, więc jeśli zaczęłaś wychodzenie z zaburzeń odżywiania dla kogoś, jak najszybciej znajdź pragnienie wyleczenia w sobie. Motywacja może być zarówno pozytywna (np. chcę w przyszłości założyć rodzinę, mieć dziecko i wychować je w akceptacji swojego ciała i potrzeb), jak i negatywna (np. nie chcę dłużej patrzeć, jak zaburzenia odżywiania niszczą mi kości i sprawiają, że nawet delikatne uderzenie się o szafkę będzie groziło złamaniem).
✲ Ustal, co oznacza wyzdrowienie, i przypominaj sobie o tym w momentach zwątpienia – bardzo ważne jest, by już na początku recovery ustalić (najlepiej zapisać!), czym jest wyjście z zaburzeń odżywiania. Zdarza się bowiem, że kiedy proces leczenia przebiega inaczej, niż chory się spodziewał – trudniej, wolniej – pojawia się pokusa zmiany definicji, czyli przesunięcia linii mety. No dobra, to bardzo trudne, chyba jednak nie uda mi się naprawdę wyjść z zaburzeń odżywiania, więc uznajmy, że jak przytyję do x kg, to będzie koniec. Nie, nie, nie! W takiej sytuacji wyciągasz kartkę i masz czarno na białym, dokąd naprawdę zmierzasz.
✲ Nie staraj się kontrolować procesu leczenia, zamiast tego zaufaj mu – zaufaj swojemu ciału, nawet jeśli w trakcie recovery będzie miało szalone pragnienia i będzie przechodziło przez szalone fazy. Zaufaj specjalistom, z którymi współpracujesz. Z jakiegoś powodu ich wybrałaś – być może poza wiedzą mają osobiste doświadczenie zaburzeń odżywiania i doskonale wiedzą, przez co przechodzisz.
✲ Kwestionuj samą siebie we wszystkim – zaburzenia odżywiania są przebiegłe i potrafią modyfikować myśli w taki sposób, że nawet Ty jesteś w stanie w nie uwierzyć. Dlatego korzystną praktyką w czasie recovery jest kwestionowanie swoich myśli i działań, np. poprzez spontaniczne powstrzymanie się od jakiegoś zachowania lub spontaniczne podjęcie działania przeciwnego do tego, które zamierzałaś podjąć. Jeżeli nagła zmiana wywoła w Tobie dyskomfort, lęk lub wręcz nie będziesz w stanie zadziałać w alternatywny sposób, świetnie – oto udało Ci się przyłapać zaburzenia odżywiania na gorącym uczynku i zdobyłaś cenną informację, nad czym jeszcze będzie trzeba popracować!
✲ Odzyskaj życie poza zaburzeniami odżywiania – jeżeli choroba jest istotnym elementem Twojej tożsamości, aby oderwać się od niej w całości, będziesz musiała odkryć, kim jesteś poza nią. Co lubisz, co Cię fascynuje, jakie są Twoje prawdziwe zainteresowania i pasje, jaką chcesz mieć pracę. Jeśli zaburzenia odżywiania odebrały Ci plany i marzenia, odzyskaj je. Poza tym odżyj towarzysko – stare i nowe znajomości czekają, aż się nimi zaopiekujesz. Wszystkie te i inne prace łatwiej wykonywać z profesjonalnym wsparciem niż samodzielnie.
✲ Otaczaj się wspierającymi treściami i eliminuj treści utrudniające recovery – jestem absolutnie pewna, że w okresie silnych zaburzeń odżywiania zgromadziłaś mnóstwo rzeczy utrzymujących Cię w chorobie. Najczęściej są to treści związane z jedzeniem, ruchem, ciałem, wyglądem. Teraz trzeba się ich pozbyć – nawet tych z pozoru niewinnych, schowanych pod płaszczykiem dbania o siebie i swoje zdrowie, edukowania się czy realizowania hobby. Uważaj też na treści pozornie oderwane od zaburzeń odżywiania, a jednak mające z nimi związek, wspierające mechanizmy zaburzeń odżywiania, np. kompulsywność, perfekcjonizm, sztywność, schematyczność, kontrolowanie.
✲ Miej cierpliwość i wyrozumiałość dla siebie – podchodź do samej siebie tak, jak podchodziłabyś do bliskiej osoby, która zmagałaby się z zaburzeniami odżywiania i poprosiła Cię o wsparcie. Pomyśl, co poradziłabyś swojej małej siostrzyczce lub córeczce, o której być może marzysz. Znajdź w sobie empatię i łagodność, bo będziesz ich potrzebowała. Stań się swoją przyjaciółką i sprzymierzeńcem, nie zaś wrogiem.
Dobrych wyborów i zdrowia ❤
