O mnie

Cześć, jestem Olga!

Zajmuję się pomaganiem w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania, odzyskiwaniu zdrowia po długotrwałych restrykcjach i odbudowywaniu relacji z jedzeniem, ciałem. Robię to od 2023 roku. Wszystko zaczęło się od bloga, na którym umieszczałam materiały samopomocowe. Z czasem zauważyłam, że wspieram ludzi już nie tylko ogólnymi publikacjami, ale także indywidualnymi rozmowami – w komentarzach, e-mailach, wiadomościach prywatnych. Odkryłam, że jestem w stanie wnieść do życia innych trochę światła. A to dla mnie wartość bezcenna.

  • Będę Twoją towarzyszką na drodze ku wolności i zdrowiu
  • Podzielę się z Tobą wiedzą i doświadczeniem
  • Dam Ci uwagę, obecność i zaangażowanie

Wychodzenie z zaburzeń odżywiania to dla wielu osób trudna i samotna podróż. Nie musi tak być. Ze wsparciem u boku łatwiej trzymać się postanowienia i osiągnąć to, czego się pragnie: pełni życia po zaburzeniach odżywiania.

Olga Kublik psychodietetyk

Olga Kublik

Psychodietetyk (w toku studiów)

W przeciwieństwie do wielu dietetyków, psychodietetyków, psychoterapeutów, psychologów i innych osób zajmujących się wsparciem w wychodzeniu z zaburzeń odżywiania nie od razu wiedziałam, że zajmę się tym na poważnie. Kiedy zaczęłam samodzielnie zgłębiać wiedzę i publikować w internecie materiały samopomocowe dla osób z zaburzeniami odżywiania, nie miałam pojęcia, że istnieje taki zawód jak psychodietetyk.

Kiedy jednak dowiedziałam się o istnieniu zawodu psychodietetyka, zachwyciłam się. Pomyślałam: to jest to! W mojej ocenie bowiem psychodietetyka jest dokładnie tą dziedziną, która ma szansę nieść kompleksową pomoc osobom zmagającym się z zaburzoną relacją z jedzeniem, ciałem i ruchem – i to wcale nie tylko tym, którzy otrzymali diagnozę zaburzeń odżywiania. Psychodietetyka łączy sferę odżywiania ze sferą psychiki, dzięki czemu trafia w sedno trudnych doświadczeń związanych z jedzeniem, ruchem i obrazem ciała. W procesie psychodietetycznym pracuje się z przekonaniami, myślami, uczuciami i zachowaniami, które czynią człowieka nieszczęśliwym. Podjęłam decyzję, że aby stać się lepszym wsparciem dla osób pragnących wyjść z zaburzeń odżywiania, zostanę psychodietetyczką.

I tak znalazłyśmy się w tym miejscu – w punkcie, w którym powiedziałam „a” (w czerwcu otrzymam dyplom ukończenia psychodietetyki), ale jeszcze nie zamykam ust. Po obecnych studiach czekają mnie kolejne, które już zaplanowałam. Wierzę, że pogłębianie wiedzy jest kluczem do tego, by pomagać lepiej.

Moja historia zaburzeń odżywiania

Byłam grubym, wyśmiewanym dzieckiem. Potem grubą, żyjącą w poczuciu wybrakowania nastolatką. Wychowywałam się w domu, w którym wzorce odżywiania i relacji z własnym ciałem nie były najlepsze. Czując się gorsza i mniej wartościowa od innych, próbowałam się odchudzać – setki razy. Zawsze kończyło się zajadaniem czekolad i chipsów. Jedzeniem regulowałam emocje.

Zaburzone relacje z jedzeniem i ruchem w połączeniu z brakiem akceptacji swojego ciała doprowadziły mnie do anoreksji, z którą żyłam piętnaście lat. Mój organizm z każdym rokiem rozpadał się na kawałki. Niedożywienie, brak miesiączki, ciągłe zimno, nadżerkowe zapalenie żołądka i dwunastnicy, zaburzenia czynnościowe jelit, osteoporoza przed trzydziestym rokiem życia – to tylko początek długiej listy schorzeń, których doświadczyłam w wyniku anoreksji. Również moje zdrowie psychiczne znajdowało się w gruzach. Miałam wrażenie, że przez ciągłe myślenie o jedzeniu i niejedzeniu oszaleję. O relacjach z ludźmi, pasjach, marzeniach czy w ogóle chęci życia lepiej nawet nie pisać. Czułam, że życie kruszy mi się w dłoniach.

Po piętnastu latach zrozumiałam, że dotarłam na dno. Trudno było mi znaleźć cokolwiek, co cieszyło mnie tak jak przed chorobą. Odizolowałam się od całego świata. Moje zdrowie fizyczne było w opłakanym stanie – żyłam w ciągłym bólu, bo duża część schorzeń wiązała się właśnie z bólem. Miałam myśli samobójcze. Stanęłam na rozdrożu i musiałam podjąć decyzję: życie albo…

Byłam tam, gdzie jesteś. Teraz zapraszam Cię do siebie.

Moja historia wyjścia z anoreksji

Tak oto zdobywaniem wiedzy na temat wychodzenia z zaburzeń odżywiania zajęłam się dla samej siebie. Przekopywałam się przez ogrom publikacji, raportów z badań i zaleceń. Teorię wdrażałam w życie, testowałam metody, popełniałam błędy. Szłam naprzód. Uparcie odmawiałam sięgnięcia po pomoc, więc byłam przez ten czas bardzo samotna. Było mi również trudno, zwłaszcza gdy bliskie osoby w sytuacji podobnej do mojej i towarzyszące mi nagle wycofywały się, bo nie były w stanie walczyć dalej. Wracały w objęcia zaburzeń odżywiania.

Odżywiłam ciało, uzupełniłam niedobory i rozruszałam hormony. Naturalnie odzyskałam miesiączkę – po piętnastu latach braku! Zaczęłam odbudowywać kości i po zaledwie roku starań diagnoza zmieniła się z osteoporozy na osteopenię (a dziś mam już zdrowe kości). Oczywiście musiałam przytyć i nabrać tkanki tłuszczowej, przez co moje ciało znacząco się zmieniło. Niewątpliwie jest to jeden z najtrudniejszych aspektów wychodzenia z anoreksji, podobnie jak doświadczenie głodu ekstremalnego.

Oczywiście wychodzenie z zaburzeń odżywiania to nie tylko odzyskiwanie zdrowia fizycznego. Cały czas ścierałam się ze strachem i utratą poczucia bezpieczeństwa. Pracowałam nad relacją z jedzeniem i przekonaniami o sobie, by dotrzeć do miejsca, w którym nie przejmuję się już dodatkowymi kilogramami ani zjedzeniem czegoś, co przez piętnaście lat uznawałam za zakazane. Nauczyłam się – i wciąż się uczę, bo to praca na całe życie – by dbać o prawdziwą siebie, a nie o wizję siebie, której pragnęłam przez lata dzieciństwa, a która w rzeczywistości odebrała mi mnie. Dziś ponownie mam plany i marzenia, których częścią jest moja pomoc innym. Co jednak najważniejsze: znowu czuję, że chcę żyć.

Mimo pozytywnego zakończenia mojej historii muszę podkreślić, że piętnaście lat anoreksji to bardzo długo. Na tyle, by w organizmie doszło do zmian. Niektóre są długofalowe (obniżona gęstość kości), niektóre zapewne zostaną ze mną na zawsze. Dodatkowo mam świadomość, że nie jestem w stanie odzyskać wszystkich tych lat, w których mogłam zrobić ze swoim życiem tyle pięknych rzeczy…

Nie chcę, żebyś musiała przejść przez to samo. Stracić kawał życia, a do tego mierzyć się z powikłaniami przez kolejne lata lub resztę dni. Jako osoba, która była w Twojej sytuacji, z całego serca życzę Ci, byś sięgnęła po pomoc dzisiaj, teraz. W jakimkolwiek momencie życia jesteś, to jest właściwy moment, żeby zacząć budować dla siebie przyszłość.